1941: Przejście przez zieloną granicę

Most kolejowy na Skawie w rejonie Wożnik pomiędzy Wadowicami a Spytkowicami - w tej okolicy rzekę przekraczała Maria Kotlarczykówna. Fot. Marek Ćwikła 29.08.2004 r.

– Po pierwszej kartce, która mówiła, że się muszę stawić na wyjazd do Niemiec, poszedł ze mną do Arbeitsamtu1)Urząd pracy, organ administracji państwowej w w Niemczech, zajmujący się całością spraw zatrudnienia. Na okupowanych ziemiach polskich pierwsze Arbeitsamty powstały już we wrześniu 1939. Zajmowały się głównie egzekwowaniem narzuconego Polakom przymusu pracy oraz dostarczaniem pracowników na roboty przymusowe do Niemiec. (źródło: Wikipedia) pan Edmund Pasterz 3)Aptekarz, działacz sportowy, prezes klubu Polonia w Wadowicach (źródło).. To był człowiek farmaceuta, nie tylko w przedstawieniach biorący udział z Mietkiem4)Chodzi o brata, Mieczysława Kotlarczyka., ale częstym gościem u nas był. Mnie wybitnie lubił – on był już mocno w latach posunięty, a ja byłam smarkulą. Wyratował mnie, ponieważ coś sześć języków znał, więc po niemiecku perfekt i dali mi odroczenie. Ale na następny rok…

– Następny rok czyli który, przepraszam Cię bardzo?

– W którym ja przyszłam? W 1941 przyszłam, czyli oni mi w 1940 dali [odroczenie], a potem w 1941 przysłali kartkę, że już bez apelacji mam się stawić i czekać, aż mnie z całą grupą wezmą.

Moja mama straszliwie się tym przejęła, a miała bardzo dobrą przyjaciółkę, z którą czasem spotykała się w mieście – znana była z przedstawień, bo to wszystko były kumpelki razem. Pani Nowakowa mieszkała koło cmentarza. I się zmówiły, była tym tak przejęta. Teraz jeszcze zaistniała taka rzecz, że pani Nowakowej córka, pani Wala, uczyła koło Spytkowic … za Spytkowicami. Jak się okazało, miała kilku tamtejszych ludzi, którzy robili dobrze Polakom, którzy musieli jakoś uciekać z Rzeszy do Guberni. [Pani Nowakowa] musiała dać znać, bo furmanką przyjeżdżał ktoś do niej od Wali. Pewnie jej ze wsi przywozili, bo uczyła i matce jakieś jedzenie, żywność, ziemniaki [przysyłała]… W tym dniu, kiedy już na drugi dzień po prostu powinnam się zameldować, Nowakowa przyszła do mnie – jak dziś ją pamiętam – i mówi do mnie: „Dziecko ubieraj się, bo rozmawiałam właśnie z mamą i od Wali przyszła furmanka. Wala już wie o wszystkim i ułatwi ci przejście przez granicę.” Ja się pozbierałam i pojechałam do Wali.

Trzeba by jeszcze jedną sprawę poruszyć. Mianowicie, w tym czasie, po 1939 roku zwłaszcza – znaliśmy się dobrze jeszcze przed wojną – ale po 1939 roku ja byłam zaprzyjaźniona bardzo z Janką, która mieszkała… nie wiem jak się ta ulica nazywa, przecznica Barskiej naszej, ona biegła w stronę cegielni. Siostra Janki pracowała z ojcem razem przy drogach koło … to było za Kętami, ale przed Bielskiem jeszcze. W każdym razie, ojciec Janki pracował, był na emeryturze – dawny wojskowy – i pracował nad tymi pracującymi na drodze, porządkującymi drogi. I ściągnął córkę, czyli Kazię, która była po roku polonistyki, w wieku Papieża była. Ściągnął ją razem, żeby tam osłonić ją przed wyjazdem, więc na lewo jej jakieś zatrudnienie zrobił.

Ponieważ Kazia była przystojna babka, wpadła w oko panu pochodzącemu z Kóz, a to tam w tym rejonie oni gdzieś robili. I [pan] zaczął w konkury do niej. Do tego stopnia, ze przyjeżdżał. Kiedy niedziela była to przyjeżdżał na niedzielę tu, do państwa Kamińskich, bo tak się Kazia nazywała z domu. No i nas dziwiło tylko, że pan – nazywał się Emil Paszek – że pan Paszek strasznie potrafi kpić z tych całych stosunków, jakie były w Rzeszy. Tam była w rynku ta sławna cukiernia Hagenhubera, o której mówił nawet Papież i o kremówkach od niej. Pan Hagenhuber przed wojną już mieszkający w Wadowicach i mający tę cukiernie, jak przyszła wojna, zrobił się Volksdeutschem2)Osoba pochodzenia niemieckiego, zamieszkująca poza granicami Niemiec według stanu granic na koniec 1937 roku, która nie posiadała niemieckiego ani austriackiego obywatelstwa. czy nawet Reichsdeutschem5)Osoba pochodzenia niemieckiego, zamieszkująca na terenie Rzeszy. , więc miał cukiernię tylko „nur für Deutsche”, tylko dla Niemców. A pan Paszek strasznie mędrkował: „A co to jest, ja pokażę wam!” – jak rozmawialiśmy wszyscy. „Przyniosę wam ekstra ciasta, mnie muszą sprzedać”. Myśmy to wszystko przyjmowały – ach, zwariowany na swoim punkcie – i tyle.

Pewnego dnia idziemy w czwórkę, któryś chłopak, Jach czy któryś, szedł z nami. On [Paszek] wiedział, bo z Janką żeśmy dyskutowaliśmy nad tym, że będę musiała jechać. Miałam strach okropny. A on mówi: „A ty się nic nie martw, czekaj”. I przed mostem cała nasza grupka stanęła, a on poszedł że będzie… „Czekaj, czekaj, zobaczymy co z tego wyjdzie.” I zaczął z tymi celnikami gadać.

– Bo na moście była granica między Rzeszą o Gubernią.

– Na tym moście był taki szlaban. On tam pogadał, przychodzi i mówi: „Nic się nie martw, powiedz że Cię przeprowadzę.” Ja się zastanawiam, czy jakby nie pani Nowakowa, czy bym w ogóle na tym skończyło się. Czy by mnie pięknie nie załatwił, że uciekam z Rzeszy, co będziemy mówić. Nielegalnie chcę wyjechać. To spaliło na panewce.

Pani Nowakowa ułatwiła mi ten wyjazd furmanką do tej pani Wali, której ja nie znałam. Matkę znałam dobrze, ale Wali nie znałam. Wala mnie tam czymś uczęstowała przed wieczorem, no i mówi żebym siadła gdzieś odpoczęła, że tu ktoś po mnie przyjdzie. I rzeczywiście była taka noc dość księżycowa,

– Jaki to był miesiąc?

– Grudzień, 17 grudnia. Czyli to był rok czterdziesty pierwszy. Do 1942 r. do sierpnia byłam w Krakowie, przez te 8 miesięcy. A potem 17 grudnia, śnieg z deszczem, Skawa dość duża. Przyszedł chłop wiejski, którego tam Wala prosiła żeby się mną zaopiekował, że jestem w takim przykrym położeniu, że mi grozi wyjazd do Niemiec. I on poszedł ze mną. Za rękę mnie trzymał i szliśmy takimi miejscami, całe takie jakieś zapadliska koło tej Skawy były. A potem trzeba było wejść do wody. A tu jeszcze strach, przecież mogą celnicy…. przecież to był teren graniczny itd.

Ale pan Bóg dał, że przeszliśmy, i on mnie zaprowadził do swojego szwagra, do takiej po prostu lepianki, już po stronie Guberni. Jaka straszna tam bieda była. Wszystko w jednej izbie; w jednej izbie kobieta miała dziecko małe, to dziecko jeszcze popłakiwało, zimno, ona tam niby paliła w takiej fajce. Ja miałam takie generałki, czyli wysokie buty gumowe. Oczywiście woda nalała mi się do środka, a to 17 grudzień. Trzeba było te pończochy mokre, wodę wylać z butów, wziąć i zdjąć te pończochy. Pończochy rozłożyła ta pani koło tego ognia, ale one nie wyschły i potem musiałam wilgotne, nawet mokre ubierać na nowo i jechać. Zaprowadził mnie z kolei ten szwagier, zaprowadził mnie do stacji kolejowej6)Najbliżej było do stacji kolejowej w Spytkowicach, więc najprawdopodobniej tam mama wsiadła do pociągu.  na pociąg i tak dojechałam do Krakowa.

– Mam jeszcze pytania o tego Paszka: jak on się pisał, przez sz czy przez sch, „Paschke”?

– Wtedy nie wiedziałam, to mi trudno powiedzieć. Jak był takim Szwabem, mógł się spolszczyć i koniec.

– Nie opowiadali Ci potem nic o nim, co się z nim potem stało, jak się widziałaś potem z rodziną?

– Co się z nim stało, to nie. Jak już byłam w Krościenku, jak przyjechała mama z Janką, to się wtedy dowiedziałam. Jakaś kuzynka, nie Kamińskich, tylko kuzynka tej pani Drożdżowej, tej Rosjanki, która czuła się tak strasznie Polką, a której córka Dzina się tak przyjaźniła z Janką naszą. Ta kuzynka podobno w Bielsku – tak pani Drożdżowa opowiadała, bo ona też stamtąd pochodziła – pewnego dnia zobaczyła Paszka ze swastyką na ramieniu i maszerującego razem z innymi. Nie omieszkała przyjść i powiedzieć Kazi: „Kaziu, Ty chodzisz ze Szwabem!”. I to pociągnęło za sobą, bo jak pan Paszek przyjechał następnym razem, Kazia go wyrzuciła. Powiedziała, że ona nie chce widzieć go za Polaka, mówił bardzo dobrze po polsku niby. Nas tylko dziwiło, że miał wysokie stale buty czarne, czarne bryczesy, czarną marynarkę, tak tylko swastyki nie trzeba było. Oczywiście jak go Kazia wywaliła i powiedziała, że wszystko skończone, nie upłynęło podobno parę dni, jak przyszło gestapo do Kamińskich. Rzekomo znaleźli broń. Kamiński, dawny wojskowy człowiek, trzymałby broń w mieszkaniu? Komu te bzdury, komu te bzdury? I narażał swoją żonę i dzieci?

[Kamińscy] mieli tam dwa pokoje na dole, gdzie mieszkali, a górny pokój odnajmowali, bo mieli tak jak tutaj [w Kalwarii], tylko ogrzewany pokój. Od początku, jeszcze za moich czasów, odnajmowali bezdzietnemu małżeństwu niemieckiemu, które pracowało w Wadowicach. [Ci Niemcy] bardzo poprawnie się zachowywali, więc na pewno oni w to nie byli zamieszani. To była wszystko robota pana Paszka, bo kogo innego.

Efekt taki, że wszyscy, cała rodzina, znalazła się w Oświęcimiu. Ojciec przeżył i przeżyły córki: Kazia, to jest Romańczykowa dzisiejsza, matka doktora, i Janka, ta moja przyjaciółka ówczesna. Natomiast zginęła żona, pani Gizela. Ach, co to była za piękna kobieta, oryginalna szalenie. Miała tak niebieskie oczy, a przy tym włosy takie czarne i cerę ciemną i te oczy takie fantastyczne. Wysoka, szczupła dość, bardzo była mila, przyjemna, dobra. Ona zginęła. Podobno Kazia była przy matce, razem były wzięte. Jankę odseparowali Niemcy gdzie indziej, ale one były razem, tak że ona [Kazia] była przy jej [matki] śmierci. Zginął [też] syn, który był średni, między Kazią a Janką, Mietek. Jego Niemcy skończyli w Oświęcimiu, a one wróciły.

– Jeszcze jedno pytanie, żeby ten temat skończyć: czy orientowali się – wujek Mietek generalnie rzecz biorąc – iż Ty przyjedziesz tam do nich, czy jakoś się tak niespodziewanie zjawiłaś w Krakowie?

– Ale skąd! W 1940 roku Stefan przyjeżdżał na święta i oni już poza moimi plecami mówili – bo już wiedzieli o jednej kartce – że może być następna. Wtedy zastanawiali się, co robić. Stefek chciał od początku, żebym ja z nim była i czekała na koniec wojny w Krościenku, bo on tam pracował, najpierw jako cieśla, a później został agronomem. Sam przez 10 lat uczył łaciny w gimnazjum w Zakopanem.

– O tym to wiem, bo o tym żeśmy już mówili, ale moje pytanie tu jest takie, czy o samym tym, że Ty tego dnia się zjawisz, oni coś wiedzieli, czy to było dla nich zaskoczenie?

– Tego dnia na pewno nie wiedzieli, przecież nie było jak im dać znać, że ja już mam kartkę i mam się zgłosić. Ale wiedzieli, że to będzie azyl mój, bo gdzie bym się miała podziać najpierw.

– To wtedy już wujek u Tynieckiej mieszkał u Papieża czy jeszcze nie?

– Przecież by nie była mowa o tym, jakby jego tam nie było, żebym ja się znalazła na Tynieckiej.

– Bo to mi uciekło, czy Ty od razu tam na Tyniecką się zjawiłaś, czy gdzie indziej?

Dom przy ul. Tynieckiej 10 w Krakowie (źródło: http://www.santojp2.pl/).

– Na Tyniecką, na Tyniecką7)Mama mieszkała przez 8 miesięcy na ul. Tynieckiej 10 w Krakowie, w domu ciotek Karola Wojtyły.. Wiedziałam: Dębniki, ale Dębnik nie znałam. W ogóle w Krakowie ciężko było mi trafić, ale jakoś szczęśliwie zajechałam. Zastałam Zosię, bo Mietek był w pracy, Lolek8)Chodzi o Karola Wojtyłę. też. Wiedzieli, że ja będę, że taki moment nastąpi, ale że akurat w tym dniu, to tego nie wiedzieli, bo to przyszło tak dość, kartka, dość nieoczekiwanie. Nawet tego pana Pasterza też nie było [w Wadowicach], nie wiem, gdzieś wyjechał czy jak, bo przecież on by poszedł znów do Arbeitsamtu. Z tymi Niemcami [był] on dość za pan brat, w sensie: umiał gadać, umiał na swoim postawić.

Transkrypcja na podstawie nagranych wspomnień Marii Ćwikłowej, zarejestrowanych dn. 25.11.2007 r. w Krakowie. Numer nagrania: 37.

Przypisy   [ + ]

1. Urząd pracy, organ administracji państwowej w w Niemczech, zajmujący się całością spraw zatrudnienia. Na okupowanych ziemiach polskich pierwsze Arbeitsamty powstały już we wrześniu 1939. Zajmowały się głównie egzekwowaniem narzuconego Polakom przymusu pracy oraz dostarczaniem pracowników na roboty przymusowe do Niemiec. (źródło: Wikipedia)
2. Osoba pochodzenia niemieckiego, zamieszkująca poza granicami Niemiec według stanu granic na koniec 1937 roku, która nie posiadała niemieckiego ani austriackiego obywatelstwa.
3. Aptekarz, działacz sportowy, prezes klubu Polonia w Wadowicach (źródło).
4. Chodzi o brata, Mieczysława Kotlarczyka.
5. Osoba pochodzenia niemieckiego, zamieszkująca na terenie Rzeszy.
6. Najbliżej było do stacji kolejowej w Spytkowicach, więc najprawdopodobniej tam mama wsiadła do pociągu. 
7. Mama mieszkała przez 8 miesięcy na ul. Tynieckiej 10 w Krakowie, w domu ciotek Karola Wojtyły.
8. Chodzi o Karola Wojtyłę.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Accept Read More